Kruchość życia

 Pan Leszek. Nasze balkony vis a vis mrugają do siebie promieniami słońca, które migają na szybach sąsiednich okien. Wieszam pranie na balkonie, pan Leszek przyjaźnie kiwa z naprzeciwka na powitanie. Nie znamy się zupełnie, tylko z balkonów. Czasem kiwamy do siebie z samochodów parkując w tej samej okolicy. Zaczynamy rozmawiać. Tylko trochę, nieśmiało, niewiele, zazwyczaj mijając się pod blokiem. To bardzo chory człowiek. Walczy ze śmiertelną chorobą od lat. Zawsze uśmiechnięty, zawsze myśli pozytywnie...."- będzie dobrze". Mieszka sam, ale chyba ma rodzinę. Nie wiem dlaczego nie mieszkają razem. Sam z tą straszną chorobą. 

Nie jest dobrze. Pan Leszek jest coraz chudszy. Kolejna operacja, znowu chemia, wyczerpujące leczenie. 
- Będzie dobrze.
- Nie jest. 
Czas pandemii. Zostań w domu. Puste miasto, obostrzenia, lekarze w przychodniach przyjmują tylko  on-line. Mimo to pan Leszek nie przerywa leczenia. 

Volkswagen pana Leszka stoi ciągle w tym samym miejscu. Dziwne. Często jeździł, głównie na działkę. Tam czuł się bezpiecznie, miał z kim pogadać, mógł zaznać trochę ruchu na świeżym powietrzu.
Volkswagen ciągle w tym samym miejscu, już od tygodni tak stoi. Kierowca jest w szpitalu? Dawno go nie widziałam.

Już go nie ma wśród żywych, tu na ziemi. Jest w innym wymiarze. Nie pokiwa z balkonu, nie pozdrowi, nie uśmiechnie się emanując nadzieją na lepsze jutro. 
Minęło pół roku, może więcej.....volkswagen nadal stoi. Bez powietrza w oponach ....








Tyle piękna wokół. Przyroda budzi się z zimowego snu. Życie toczy się dalej. 

Komentarze